Ślub | Futra | Skóry | Buty | Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY |
Moda.com.pl - Portal Polskiej Mody | Bielizna | Dżins | Textil | Sklep | Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY
textil.com.pl Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje

Paprocki&Brzozowski

Mieć dystans

Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski - jedni z najbardziej rozpoznawalnych projektantów swojego pokolenia, jako duet Paprocki&Brzozowski działają od 10 lat. Projektowali dla Reserved i Ochnika, aktualnie pracują nad kostiumami do filmu. Laureaci wielu nagród, m.in. Honorowej Złotej Nitki oraz tytułu Projektanta Roku przyznawanego przez „Elle".

Projektujecie wspólnie pod jedną marką, ale także pracujecie pod swoimi nazwiskami. Jakie działania wykonujecie razem, a jakie osobno?
Mariusz Brzozowski:
 Wszystkie działania wykonujemy razem, a działania w pojedynkę zawsze wzajemnie konsultujemy. 
Marcin Paprocki: Nawet osobne działania zawsze odnoszą się do mody, opisywania ubrań, stylizowania itd., choć ostatnio się w nich ograniczyliśmy. Chcielibyśmy odnowy. Teraz pracujemy przy nowej polskiej komedii romantycznej. To dla nas nowe doświadczenie i od razu pojawiła się w nas nowa energia. Projektujemy stroje i wizerunek aktorów do filmu „Randka w ciemno". Obsada jest bardzo dobra. Nawet nam trafił się mały epizod.

Moda. Paprocki&Brzozowski. Mieć dystansModa. Paprocki&Brzozowski. Mieć dystansModa. Paprocki&Brzozowski. Mieć dystansModa. Paprocki&Brzozowski. Mieć dystans

To są współczesne stroje?
M.P: Projektujemy kostiumy charakteryzujące współczesne studentki. Nie ma to nic wspólnego z wystylizowanym „Seksem w wielkim mieście". Dla niektórych postaci szyliśmy specjalne projekty, np. dla Danuty Stenki, która gra wróżkę. Przemyciliśmy do filmu dużo naszych smaczków. Scenariusz jest napisany przez Ilonę Łebkowską, więc postacie były bardzo wyraziście narysowane. Coraz częściej obserwujemy, że branża mody w Polsce zaczyna przenikać do innych dziedzin. Przy tej okazji projektanci mogą pracować z osobami, które mają inne spojrzenie na modę.
M.B.: Współpracowaliśmy ze świetną, utytułowaną kostiumografką, Katarzyną Lewińską i Martą Ostrowicz.
M.P.: To było bardzo twórcze, ale i odpowiedzialne.
M.B.: I to codzienne wstawanie o piątej rano... W filmie nie ma zmiłuj.

Obaj prowadzicie działalność pisarską. Skąd płynie taka potrzeba?
M.B.: Publikuję moje przemyślenia w portalu wp.pl, ale nie nazwałbym się „osobą piszącą". Kiedy pojawiła się ta propozycja, pomyślałem, że fajnie będzie z niej skorzystać. To następna dziedzina, w której się można sprawdzić.
M.P.: Projektanci mają zupełnie inne spojrzenie na modę, uczestniczą w jej powstawaniu i to jest ciekawe dla innych. Przez ostatnich 5 lat prowadziłem dział mody w "Wysokich Obcasach". Dla mnie to był bardzo ciekawy epizod.

Mariusz krytykuje wygląd polskich celebrytek. To jest bardzo popularne również za granicą. Jaki jest cel takiego "wytykania błędów"?
M.B.: Takie było założenie portalu: pisać o wzorach i antywzorach. Pochwalić jednych i wytknąć błędy drugich, którzy chcieliby uchodzić za ikony mody, a wcale nimi nie są. Mam swoje „ulubienice", zawsze kiepsko ubrane, ale staram się tego nie wykorzystywać. Jestem przerażony, jak czytam komentarze pod moimi tekstami. Troszkę złagodniałem, na początku byłem bardziej ostry, Marcin mnie stopuje.

Internauci zwracają często uwagę na subiektywność twoich opinii.
M.B.: Gust zawsze jest subiektywny, natomiast obiektywnie, niezależnie od moich sympatii, traktuję oceniane osoby.

Zaliczyliście jakąś wpadkę z gwiazdą?
M.B.: Raz. Uważam, że to była gafa: dwie gwiazdy dostały podobną sukienkę i w jednym artykule porównano je i oceniono, która wygląda lepiej.

A co sądzicie o krytyce mody w Polsce?
M.P.: Brak w Polsce fachowej krytyki, kogoś takiego, jak Suzy Menkes. A naprawdę przydałaby się obiektywna osoba, która ustawiłaby tu wszystkich po kątach.
M.B.: Moim zdaniem moda na polskich projektantów dopiero od niedawna zaczęła się rozwijać w Polsce. Każda działalność artystyczna wystawiona jest na krytykę, trudno jest każdemu dogodzić. W tym co robimy, staramy się zostawić część siebie, a czy to się podoba... Cóż, kwestia gustu. Jest też dużo młodych projektantów, którym niestety brakuje siły przebicia.

W jaki sposób wam się udało „przebić"?
M.P.: Może to zabrzmi naiwnie, ale wiele zależy od szczęścia. Trafiliśmy na okres, gdy zaczęto interesować się wyjątkowo polskimi projektantami.
M.B.: Oprócz tego, wiele zależy od pracy. Byliśmy zdeterminowani. Jeśli pojawiała się „sytuacja-zapalnik", która mogła nam pomóc, łapaliśmy ją i nie wypuszczaliśmy z ręki. Cały czas pracowaliśmy bardzo ciężko. Mieliśmy dużo wyrzeczeń.
M.P.: Przełomem w naszej działalności była współpraca z Reserved. Początkowo się na ten pomysł najeżyliśmy. Teraz uważamy, że to było świetne posunięcie.
M.B.: Chociaż ograniczenia były duże. To wynikało też z tego, że nikt przed nami nie podjął wcześniej takiej współpracy w Polsce.

Dlaczego początkowo nie chcieliście projektować dla Reserved?
M.P.: Jedyne takie przedsięwzięcie, do którego mogliśmy się odnieść, to była kolekcja Arkadiusa dla Ravela sprzed kilku lat. W dodatku słyszeliśmy o niej same negatywy.
M.B.: Wahaliśmy się, bo wiedzieliśmy też, że będą ograniczenia. No i wiadomo: mieliśmy się niewątpliwie sprzedać marce masowej (śmiech).

Jeszcze wcześniej Bernard Hanaoka wykonywał kolekcje dla Kastora, Bytomia, Próchnika. Wtedy co prawda nie miało to takiego przełożenia medialnego.
M.P.: Nawet nie wiedziałem, że była taka firma: Kastor. W dawnych czasach, zanim pojawiły się te wszystkie kolorowe pisma oraz bilbordy, nie było tylu kanałów publikacji.

Mieliście wpływ na filozofię produktu, działania marketingowe Reserved?
M.P.: W 90%.
M.B.: Wybraliśmy między innymi Marcina Tyszkę jako autora zdjęć.
M.P.: Organizowaliśmy również pokaz. Nie mieliśmy natomiast wpływu na ekspozycje ani na rozmieszczenie kolekcji w sklepach. Nie mieliśmy świadomości, że o tym też trzeba pomyśleć. Teraz wiemy, że wszystko jest ważne, łącznie z tym, co obok czego wisi, jak to należy eksponować na manekinach, jakie to są manekiny...
M.B.: Potrzebne nam było takie wyzwanie jak Reserved, żeby się tego nauczyć.

Później był Ochnik.
M.P.: To była dużo mniejsza kolekcja. Pracowaliśmy nad nią w tym samym czasie.
M.B.: Dwa modele męskie, cztery damskie i dwie torebki. Opracowaliśmy też wizerunek kampanii promocyjnej.
M.P.: Mieliśmy obawy podczas projektowania tych kolekcji, ponieważ czym innym jest projektowanie dla jednej osoby, którą się zna, z którą się dopracowuje ubiór, a czym innym - projektowanie kolekcji, która ma się sprzedać w setkach egzemplarzy. Baliśmy się, że „się spalimy". To, co podoba się jednej osobie, nie musi podobać się rzeszom.

Ale się spodobało.
M.B.:
W pierwszy weekend sprzedało się 20% kolekcji Reserved.
M.P.: Nasza pierwsza reakcja: „tylko tyle?" Wydawało nam się, że to mało.
M.B.: Potem w sklepach wisiały już tylko wielkie albo minimalne rozmiary.
M.P.: To samo było z kolekcją dla Ochnika. Sprzedała się w oszałamiającym czasie.

Przygotowywaliście też konstrukcje, stopniowanie?
M.P.: Przygotowaliśmy rysunki techniczne. Tego właśnie nauczyła mnie przygoda z Reserved. Wcześniej nie byłem w żadnej pracowni ubioru.
M.B.: Przygotowaliśmy około 120 ubrań do wyboru. Każdy model przełożyliśmy na szczegółowy rysunek.

Zbieracie swoje rysunki?
M.P.:
Właśnie nie.
M.B.: Ja mam tylko swoje rysunki z czasów przed studiami, ale już związane z modą.

Ubrania się niszczą. Co zostaje z kolekcji? Jedynie zdjęcia?
M.P.: To tylko potwierdza, że w Polsce nie ma wielkiego zainteresowania modą. Moda jest rzadko traktowana serio jako jedna z równoważnych dziedzin sztuki.

Czujecie się reprezentantami polskiej szkoły projektowania ubioru?
M.P.: Przepraszam, a co to jest: „polska szkoła projektowania"?

Jesteście jednymi z pierwszych projektantów, którzy zaistnieli w świadomości odbiorców nie zainteresowanych modą.
M.P.: Na samym początku wyznaczyliśmy sobie wiele celów i konsekwentnie do nich zmierzamy. Nie zachłystujemy się, kierujemy się metodą małych kroków.
M.B.: Nie poprzewracało nam się w głowach. Jak się budzę rano, to nie czuję się przedstawicielem żadnej szkoły (śmiech). Nie czuję w sobie żadnej misji do spełnienia. Chcę nadal robić to, co kocham.

Szykujecie coś na dziesięciolecie, które będziecie obchodzić w 2010 roku?
M.B.: Nie mamy czasu, żeby się nad tym zastanawiać.
M.P.: Teraz pracujemy nad kolekcją, w której wracamy do naszych początków: nie przejmujemy się komercją i użytkowością. Ocieramy się o teatr. Ostatnio się ugrzeczniliśmy. A teraz znowu wrócimy do szklanych ozdobników i innych oryginalnych patentów, które pojawiły się w pierwszej naszej kolekcji.

Jesteście jurorami w licznych konkursach. Czego się można po was spodziewać jako jurorach? Jakie są wasze kryteria?
M.B.: Oscylujemy wokół podobnej estetyki. Oceniamy spójność, pomysłowość, kreatywność.
M.P.: W większości przypadków to jest subiektywne kryterium: albo mi się podoba, albo nie. Nie wiem, jakie inne kryteria można przyjąć. Zawsze mieliśmy z Mariuszem chęć spłacenia „długu", odwdzięczenia się za to, co nam kiedyś bardzo pomogło. W „Wysokich Obcasach" zawsze starałem się promować młodych projektantów.

Powiedzieliście, że obecnie jest trudno przebić się młodym projektantom. Z czego to wynika?
M.B.: Brakuje projektantom siły, żeby się wybić. Kolekcje na konkursach nie są aż tak bardzo oryginalne. Nie zapamiętuje się ich.
M.P.: Moim zdaniem jest odwrotnie.
M.B.: Nie zawsze musimy się ze sobą zgadzać.
M.P.: Bardzo dużo jest zauważalnych, oryginalnych twórców. Niestety coraz częściej media dostosowują się do gustu Polaków. Sesje modowe były kiedyś awangardowe, a teraz są robione „pod czytelniczki". Brakuje odwagi w promowaniu młodych twórców. Kiedy firma chce się skojarzyć z projektantem, to zrozumiałym jest, że woli zainwestować w kogoś bardziej doświadczonego.
M.B.: Gdy jednak pojawiają się nowi, twórczy ludzie, to napędzają nas do rozwijania się i działania. Bez takiej stymulacji można stanąć w miejscu. Czy ten rynek się nasyci? Myślę, że każdy może się przebić trzeba robić dobrze to co się kocha i wierzyć w siebie. Pamiętać, że nie zawsze jest łatwo, ale jak ktoś wytrwale dąży to osiągnie sukces.

Co robicie, żeby wasza twórczość przetrwała dekady?
M.B.: Mamy tylko 10 lat, jesteśmy jeszcze dzieciakami. Całe życie przed nami. Każdy dojrzewa we własnym rytmie. Z czasem może i będziemy na wieki... Amen.

Rozmawiała: Natalia Wrzesień

23 czerwca 2009, godz. 09:51

Twoja opinia na ten temat!

Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników.
Moda.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Moda.com.pl zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii.


Copyright 1998-2010 by moda.com.pl