|
Ślub |
Futra |
Skóry |
Buty |
Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY | |
| Bielizna |
Dżins |
Textil |
Sklep |
Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY |
| textil.com.pl | Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje |
Viola Śpiechowicz
Produkt musi działać

Viola Śpiechowicz - w latach 90. współzałożycielka marki Odzieżowe Pole i jej główna projektantka, laureatka wielu nagród, m.in. Projektant Roku, Złota Nitka. W 2008 roku jako jedna z najbardziej twórczych projektantów została zaproszona do uczestnictwa w targach Pitti Immagine. Obecnie prowadzi atelier w Warszawie.
Twoja kariera biegnie od projektowania dla dużej korporacji, przez prowadzenie własnej marki Odzieżowe Pole, aż do otwarcia butiku pod własnym nazwiskiem.
Zaczęłam od mało znanej marki, ale za to zajmującej się wielkoseryjną produkcją, która przeszywała kolekcje dla zagranicznych, głównie niemieckich firm. Przy okazji firma opracowywala własne kolekcje, które projektowalam na ostatnim roku studiów. Nabrałam dzięki temu doświadczenia w przygotowywaniu dużej produkcji.





Podjęłaś tę pracę z założeniem, że przygotuje cię do stworzenia własnej firmy?
Nie, myślałam, że będę mogła „kreować kolekcje", ale szybko się okazało, że w tej firmie było to niemożliwe. Projektowanie odbywało się na niewielką skalę, było ograniczone stylistycznie. Musiałam walczyć, żeby przekonać innych do swoich koncepcji. Jeżeli ktoś nie chce wystawać poza przeciętną, to każda propozycja wychodząca poza wyznaczone ramy, jest nie do przyjęcia. Nie miałam wtedy satysfakcji z uprawiania zawodu.
Skąd wzięła się decyzja o otwarciu marki Odzieżowe Pole? Skąd ta nazwa?
Miała stać w opozycji do obcojęzycznych nazw. W tamtych czasach wszyscy udawali, że mają zachodnią markę. Ja szukałam prostego rozwiązania, które jednocześnie wskazywałoby na działalność firmy. Słowo „pole" kojarzy się z Polską - można je przeczytać po angielsku i wtedy jednym ze znaczeń jest „Polak". Poza tym, oznacza przestrzeń, pole do działania. Każdy cudzoziemiec może je z łatwością wymówić. Chciałam, żeby w przyszłości firma nazywała się po prostu Pole, ale rozstałam się ze wspólniczką.
Czego nauczyłaś się na każdym z tych etapów?
Tworzenie pojedynczych egzemplarzy nie jest trudne, natomiast wymyślanie rzeczy do produkcji seryjnej wymaga wiedzy i predyspozycji. Konstrukcja modelu wzorcowego musi być odpowiednia dla różnych sylwetek, a jednocześnie mieć znamiona oryginalności i stylu projektanta. Pole zajęło 13 lat mojego życia. Po dwóch latach przerwy, dopiero trzy lata temu, ruszyłam z obecną marką. Produkuję teraz w krótkich seriach i wykonuję pojedyncze egzemplarze. Bardzo lubię kontakt z klientkami, ale nie chcę rezygnować z produkcji wielkoseryjnych. Nie wystarcza mi, że jeden człowiek jest ubrany w moje wzory. Teraz zaprojektowałam kolekcję dla Ochnika.
Firmy coraz chętniej zatrudniają projektantów do wykonania limitowanych serii.
Polskie marki stają się bardziej ambitne. Są oczywiście firmy, które nadal kupują gotowe produkty - to są nawet calkiem znane marki! To wynika z braku wiary w projektanta. Panuje przekonanie, że ubranie spodoba się ludziom wtedy, kiedy będzie podobne do wzorów zagranicznych. Wiara, że czyjś talent jest wart zainwestowania nie jest powszechna.
Kiedy przychodzi moment, w którym można otworzyć markę pod własnym nazwiskiem?
Skończywszy z Odzieżowym Polem, nie chciałam zaczynać od zera z nową marką. Moje nazwisko zapewniło mi ponowny start, bo moglo sie juz wczesniej obic o uszy. Być może za chwilę będę gotowa na stworzenie nowej marki. Moje nazwisko jako nazwa jest niestety kiepskie do działań marketingowych, lepsze byłoby bardziej „międzynarodowe"... (śmiech).
Do jakiego stopnia projektant powinien włączać się w działania marketingowe przy kolekcji?
Wiele zależy od predyspozycji. Są projektanci, którzy dobrze radzą sobie z własnym PR-em. Nie tylko określony produkt przyciąga ludzi, ale również osobowość projektanta i energia, którą emanuje. Projektant może być również wykreowaną postacią, tworzyć wokół siebie aurę, która niekoniecznie musi być prawdziwa. A są też inni, którzy pokazują wyłącznie prawdę o sobie.
Odzieżowe Pole szybko stało się uznaną i rozpoznawaną marką, podobnie jak marka Viola Śpiechowicz. Twoje działania są najwyraźniej skuteczne. Umiem się poruszać w świecie marketingu i PR-u, czasami z drobnym wsparciem. Dla mnie najsensowniejsza jest promocja poprzez produkt. Nie kreuję się poprzez bywanie na bankietach. Ktoś powiedział, że to niedobrze, gdy projektant jest bardziej znany niż jego produkt.
Klienci chętniej sięgają po gotowe rozwiązania, nieliczni są nastawieni na samodzielne poszukiwanie produktów. Mają też coraz mniej na to czasu.
Chodzi o to, żeby robić fajne rzeczy i żeby ludzie się o nich dowiedzieli. Po to jest potrzebny ten cholerny PR, zwłaszcza jak się nie ma środków na zrobienie pokazu, dzięki któremu więcej osób zobaczy kolekcję. Często po realizacji kolekcji jest niemoc, bo kolejne działania wymagają pieniędzy i kontaktów. Trzeba mieć sporo szczęścia, żeby zaistniał proces sprzedaży. Projektanci polscy nie dysponują wielkim kapitałem. Próby stworzenia marki w oparciu o własne nazwisko to dla początkujących twórców walka z wiatrakami. Nie od razu jesteś na bilbordach i jesteś znany, nawet jeśli masz świetne pomysły. Paradoksalnie, czasami jest łatwiej, kiedy nie ma się nic ciekawego do zaproponowania, ale ma się pieniądze na promocję.
Za tobą stało doświadczenie Odzieżowego Pola.
Tak, ale ja wciąż nie jestem na takim etapie promocji. Działania projektanta z Polski są mikroskopijne i nie przypominają niestety prawdziwych działań marketingowych, jakie powinny się odbywać. We Włoszech dowiedziałam się, że same koszty promocji oscylują wokół kilku milionów dolarów rocznie w jednym państwie Europy zachodniej. Wobec takiej skali okazuje się, że my tu sobie działamy jak mróweczki. Nie możemy porównać naszych działań z dużymi, zachodnimi korporacjami modowymi.
Mówi to projektantka okrzyknięta za granicą jako „new look of Poland", czyli nowy wizerunek polskiego wzornictwa.
Twoje życie się nie zmienia, kiedy cię ktoś doceni, albo wygrasz konkurs. Nawet jeśli jestem postrzegana jako projektant, który odniósł wielki sukces, to i tak ten sukces trzeba odnosić do skali naszego kraju. Mam dużą wiarę w produkt, ale wiem, że na pewnym etapie on nie wystarcza. Wierzę w gust ludzi, w to, że nie wybierają określonych ubrań z powodów snobistycznych, tylko estetycznych. Ale wiem też, że żyjemy w świecie, w którym występuje mnogość różnych zjawisk i ludzie stają się coraz bardziej leniwi. Jeśli nie masz narzędzi, które pomogą ci przedstawić produkt szerszemu gremium, to nie masz szans. Nie dotrzesz do osób opiniotwórczych, które tworzą kody ubraniowe. Takie są mechanizmy w dzisiejszym świecie. Dla pojedynczego projektanta, który dopiero rusza, to jest droga pod górkę.
Czy kiedy zakładałaś Odzieżowe Pole było łatwiej?
Trudno powiedzieć. Teraz jest mi łatwiej, ponieważ znam grunt, ludzi, wiem, jak przebiega wiele procesów, a wtedy zupełnie nie miałam świadomości, że jest tak trudno. Bardzo rzadko się zdarza, że ktoś zaczyna od razu z dużym PR-em, kontaktami i wiedzą, więc i tak z reguły zaczyna się od produktu. Oczywiście można tworzyć unikatowe „dzieła" i traktować je jak sztukę, ale to nie jest sztuka użytkowa. W kategoriach sztuki użytkowej występuje jeden bardzo istotny czynnik: dotarcie do odbiorców.
Co radzisz młodym projektantom?
Mam wrażenie, że teraz projektanci są bardziej świadomi niż za czasów, kiedy wkraczałam w ten biznes. Jeżeli projektowanie to ich pasja i daje im szczęście, to powinni to robić niezależnie od przeciwności losu. Należy też korzystać z mechanizmów, mieć świadomość, jaką siłą jest marketing i promocja.
A także konkursy.
Konkursy są ważne, mimo że często bywają bardzo niesprawiedliwie. Zdarza się np., że dana kolekcja jest sponsorowana przez jakąś firmę, która przypadkiem moze miec wplyw na wynik konkursu... Poza tym jest element braku obiektywności. Jednemu jurorowi podoba się to, a drugiemu co innego. To nie znaczy, że nie należy brać udziału w konkursach. Może być przecież tak, że ktoś się zachwyci i będzie w stanie przekonać resztę jury do filozofii, która łączy się z daną kolekcją. Sama wygrałam parę konkursów, i na pewno nie chodziło o żaden układ.
Przecież nie zawsze chodzi o to, żeby wygrać, sam udział w konkursie jest także dużym wyróżnieniem...
Szczerze? Mnie zawsze chodzi o to, żeby wygrać... (śmiech).
Czym jest dla ciebie dobry produkt, o którym wciąż mówimy? Zawiera się w pojęciu dobrego gustu?
Produkt musi „działać". Musi być poruszający, pobudzać zmysły. Funkcjonować nie tylko w kategoriach estetycznych, ale też intelektualnych, zmieniać wrażliwość, nawet powodować wzruszenie. Wiadomo, że niedobrze jest, jeśli ubranie jest przeładowane, ale jeśli zrobi je geniusz to w totalnym przeładowaniu dostrzegasz harmonię. Podoba ci się, ponieważ wiesz, że nie powinno, ponieważ czerpie z rejonów stylistycznych, które odrzucasz. Kryteria się zmieniają, kanon piękna się zmienia, zostaje tylko poczucie satysfakcji. To tak jak z dziełem sztuki. Musisz mieć poczucie spełnienia, mrowienia, a środki wyrazu mogą być bardzo różne.
Na jaki widok odczuwasz „mrowienie"?
Kręci mnie Galliano, jest odważny i kontrowersyjny. Lubię projektantów, którzy doprowadzają do zgrzytu i dają poczucie przekraczania granic estetycznych. Oczekuję od nich nowatorstwa.
Jesteś autorką strojów dla obsługi polskiego pawilonu na wystawę Expo 2010 w Szanghaju. Zostałaś zaproszona przez ambasadę do udziału w imprezie promującej polską sztukę i wzornictwo. Jako jedną z 6 najbardziej innowacyjnych projektantów na świecie zaproszono cię do pokazu podczas targów Pitti Immagine. Prasa zagraniczna nazwała cię nowym obliczem polskiego wzornictwa. Czym twoim zdaniem charakteryzuje się polskie wzornictwo?
Za granicą nasze projekty są uważane za oryginalne i szczególne, zwłaszcza pod względem koncepcji i idei. Mamy na przykład świetnych projektantów mebli, i to sięga jeszcze tradycji spółdzielni ŁAD. Jeżeli chodzi o polską modę, to tradycje nie są tak wielkie, jak w projektowaniu plakatu czy mebli. Korzeni polskiej mody doszukiwać się można w tradycjach ludowych. Moda nie była nigdy ważnym elementem naszego życia społecznego, potem wojny przerwały pewne zjawiska. Było kilka wielkich nazwisk, które wpłynęły na rozwój polskiej mody, ale nie ma opracowań na ten temat. Co możemy wiedzieć o polskim projektowaniu, skoro nie zostało ono udokumentowane? Mój wujek pracował w Centralnym Laboratorium Odzieżowym, gdzie robiono badania antropometryczne, opracowywano konstrukcje. To były dotowane przez państwo instytucje, wykwit poprzedniego ustroju, ale obecnie nie ma ośrodka, który przejąłby ich funkcje, a z pewnością jest potrzebny, choćby po to, by dokumentować polskie wzornictwo. Wiele projektów przepada, umykają materiały, na podstawie których można by analizować cechy polskiego projektowania.
Twoje osiągnięcia to nie tylko projekty odzieży, ale także m.in. kultowe „Żubranka".
Odniosly spory sukces marketingowy. Na takiej współpracy zyskują obie strony: firma dostaje dobry produkt, a ja - dobry PR. Trzeba jednak dobrze się wpisywać w założenia strategiczne, żeby taka firma zaprosiła projektanta do współpracy. Mój projekt miał zabarwienie humorystyczne, ale jego realizacja była bardzo pracochłonna. Musiałam wykonać prototypy, szukać materiałów, ustalac system wykonczenia. Niedawno wykonałam również projekty obić tapicerskich, wykorzystując łączenia kilku rodzajów tkanin, faktur i kolorów na jednym meblu. To ciekawe, jak pod wpływem moich działań zmieniał się cały wygląd mebla. Dzięki projektantom produkt staje się czymś więcej niż tylko towarem do sprzedania.
Rozmawiała: Natalia Wrzesień
1 lipca 2009, godz. 16:30
|
|
Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników. |