Ślub | Futra | Skóry | Buty | Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY |
Moda.com.pl - Portal Polskiej Mody | Bielizna | Dżins | Textil | Sklep | Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY
textil.com.pl Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje

Transmode

Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomość

Roman Chruściel i Dariusz Jędrzejek, czyli duet Transmode - artyści i projektanci niezależni tworzą kolekcje unikatowe i awangardowe, inspirowane sztuką różnych kultur i subkultur. Laureaci wielu prestiżowych nagród.

Czy to wy wybraliście Instytut Stomatologiczny do jednej z waszych sesji fotograficznych?
Dariusz Jędrzejek: Tak. Była to sesja bielizny wizytowej. Pomyśleliśmy, że bielizna wizytowa świetnie nadaje się na wizytę u stomatologa. Podczas sesji jeden z profesorów powiedział, że życzyłby sobie, żeby studentki i pacjentki przychodziły do niego w takiej bieliźnie.

To bardzo dwuznaczne.
Roman Chruściel: W prawie każdej naszej kolekcji kryje się podtekst.
D.J.: Bielizna jest najbardziej seksualną częścią garderoby.
R.Ch.: Bardziej sexy jest tylko brak bielizny...


Moda. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomość
Czy trudno było uzyskać pozwolenie na sesję w Instytucie Stomatologii?
D.J.:
Tak naprawdę to było niemożliwe. Od rana do godziny 16 odbywają się tam zajęcia, poza tym instytut przyjmuje setki pacjentów. Do niektórych pomieszczeń może wchodzić tylko personel, np. do sali centralnej sterylizacji. Weszliśmy tam z profesorem i wybieraliśmy narzędzia potrzebne nam do scenografii. Mieliśmy nieograniczone możliwości dzięki uprzejmości instytutu. Sesja trwała od godziny 9 do 22, udostępniono nam wszystkie pomieszczenia. Jako rekwizyt otrzymaliśmy fantom, na którym studenci ćwiczą leczenie zębów. Po sesji dowiedzieliśmy się, że kosztował tyle co nowy mercedes.
R.Ch.: A myśmy się z nim nie obchodzili jak z mercedesem...

To była wasza jedyna kolekcja bielizny?
R.Ch.: Tak. Powstała w 2002 roku. Wtedy jako jedni z pierwszych użyliśmy kryształów Swarovskiego.
D.J.: To była bardzo ekskluzywna bielizna, uszyta z najlepszych francuskich koronek firmy Noyon.
R.Ch.: Potem zrobiliśmy pokaz „Kryształowe inspiracje". To była prapremiera najnowszych trendów Swarovskiego. Do pokazu zaproszono kilku projektantów, przyjechali prezesi z Wiednia. Od tego momentu zaczęła się w Polsce moda na Swarovskiego.

Nazwę Transmode kojarzycie z transem, transgresją i transcendencją. W jaki sposób realizujecie te hasła w modzie? Czy moda jest waszym zdaniem dobrym polem dla realizacji takich pojęć?
R.Ch.:
W naszym przypadku transcendencja to brak kontroli nad umysłem. Na tym opieramy projektowanie i szaleństwo w modzie - to tak jak w seksie. Projektujemy i tworzymy kostiumy, które pozwalają nam dominować, które stymulują umysł wraz z ciałem.
D.J.: Przez transcendencję rozumiemy to, co nieuchwytne, niematerialne. Wszystkie elementy, które składają się na nasze pokazy: kostiumy, scenariusz, muzyka, choreografia, tworzą spektakl mody. I właśnie on jest transcendencją.
R.Ch.: To jest rodzaj przeżycia duchowego, jak w teatrze. Mamy do czynienia z materialnymi rekwizytami, z których powstaje coś więcej niż one same.
D.J.: Nasze kolekcje często dotykają tabu, tematów społecznych. Chcemy, żeby ludzie zaczęli się nad nimi zastanawiać, żeby stali się bardziej tolerancyjni i skłonni do przełamywania granic.

Wasze pokazy są zawsze przyjmowane z entuzjazmem. Otrzymaliście wiele nagród i wyróżnień, również od publiczności, a także Specjalną Złotą Nitkę. Jak to się dzieje, że tak różna publiczność - tysiące młodych ludzi na imprezie techno lub setka osób profesjonalnie związanych z modą - reaguje równie żywo na wasze kolekcje?
D.J.: W 2001 roku organizowaliśmy dwuipółgodzinny pokaz dla wiodących marek sukni ślubnych z Paryża. Do Teatru Jaracza w Łodzi, gdzie odbywał się pokaz, przyjechali prezesi, dyrektorzy wielkich firm, słowem: paryski świat mody. I wszyscy byli zachwyceni.
R.Ch.: Nie tak łatwo jest zrobić dwugodzinny pokaz sukni ślubnych.
D.J.: Ułożyliśmy go według realistycznego scenariusza: od zaręczyn po wesele. Na samym początku w punktowym świetle pokazaliśmy ławeczkę jak z ogrodów w Wersalu, całą w różach, na której siedzieli zakochani. To było duże zaskoczenie. Wszyscy się spodziewali, że jak kurtyna się podniesie, to wyjdą modelki. A my pokazaliśmy aktorów w scenie zaręczyn z „Romea i Julii" Szekspira.
R.Ch.: Później spadł na nich śnieg.
D.J.: Na scenę wjechała prawdziwa limuzyna z lat 30. z kierowcą w liberii. Zresztą całą scenografię przenieśliśmy na Wenus. Scena była pokryta lustrami, co stworzyło bardzo futurystyczny efekt.
R.Ch.: Położyliśmy nacisk na mocne punkty, przykuwające uwagę publiczności.
D.J.: W tym pokazie udział wzięła drag queen: Felicja July Good Fellow.
R.Ch.: Ona robi wielkie show, które wmontowaliśmy w pokaz garniturów.
D.J.: Wystąpiła w piętnastocentymetrowych szpilkach, we fraku, meloniku, z laseczką.
R.Ch.: Miała też długie tipsy, bo przy tych sukniach ślubnych odbywał się pokaz tipsów.

Chyba już wiem, dlaczego reakcja publiczności była euforyczna...
R.Ch.: Ludzie na naszych pokazach są zaskoczeni, zdezorientowani. Spodziewają się pokazu mody, a dostają spektakl z pogranicza teatru. To jest trans mody. Często zaskoczeni są również modele i modelki. Nigdy im nie zdradzamy, co na siebie włożą, nawet na próbach.
D.J.: Weźmy kolekcję „Millenium Tension 2001".
R.Ch.: Kto by się spodziewał, że pierwsza modelka, która wyjdzie, zacznie golić nogi?
D.J.: Kolekcja została wykonana z materiałów industrialnych: szkła, metalu, pianki do golenia, a także tysiąca prawdziwych żyletek.
R.Ch.: Nie każdy wpada w trans mody i nie każdy rozumie te pokazy.

Czy boicie się czasem, że nie zaskoczycie publiczności?
R.Ch.:
My, tacy kreatywni faceci mielibyśmy nie zaskoczyć?
D.J.: Jesteśmy świadomi że publiczność nas kocha. To najlepiej było widoczne na imprezach techno. Pierwszy pokaz był ryzykowny. Przyjechało 25 tysięcy ludzi z całej Europy. Najpierw była parada na Piotrkowskiej, a potem główna impreza w hali sportowej. Grają najlepsi DJe z klubów Londynu, Paryża. Nagle o północy DJ kończy seta, sala tętni emocjami. Wszyscy myślą, że to koniec imprezy albo wysiadło napięcie, a tu wchodzi na scenę Violetta Villas drag queen i przeżywa swój orgazm. To była kolekcja „Kamasutra Show and Orgasm Violetty V.". Nie wiedzieliśmy, jak ludzie zareagują, czy w ruch pójdą gwizdki. Potem nasze pokazy weszły do programu, ludzie na to czekali.

A co na to Violetta Villas?
D.J.: Rozmawialiśmy z nią osobiście. Chcieliśmy, żeby wystąpiła w pokazie podczas konkursu Złota Nitka. Pomysł bardzo jej się spodobał. Zgodziła się, a potem postawiła warunek, żeby w trakcie pokazu odbył się jej recital.
R.Ch.: Mieliśmy 3 minuty na pokaz, więc nie było czasu na nic innego.
D.J.: Rozmawialiśmy z organizatorami, ale się nie zgodzili.

Dlaczego fascynują was drag queen?
R.Ch.: Tylko kilka razy zaprosiliśmy drag queen do pokazów. Nikt tego wcześniej nie robił, więc ludzie nas z tym zaczęli kojarzyć. Uwielbiamy zjawiskowych ludzi. W naszych pokazach brała udział również 120-kilogramowa modelka, a także modelka po 50-tce.
D.J.: W kolekcji „Transsexual Blow out" jako pierwsi w Polsce dotknęliśmy publicznie tematu transseksualistów i transwestytów. To był 1995 rok, zanim powstał film „Priscilla królowa pustyni". Zainteresował nas dualizm człowieka. W zaciszu domowym wielu ludzi ma zupełnie inną osobowość niż poza nim.
R.Ch.: Chodzi o dwuznaczność umysłu, która przekłada się na dwuznaczność kostiumów. Może je ubrać i dziewczyna i chłopak.
D.J.: Są unisex. To było jeszcze zanim to pojęcie weszło do mody.

Jak ta kolekcja została przyjęta? 1995 rok to zupełnie inna sytuacja polityczna i społeczna.
R.Ch.: Na szczęście stos nas ominął. Reakcje były pozytywne. W jury siedziała wtedy pani Jagoda Komorowska i piała z zachwytu.
D.J.: Teatr pękał w szwach i publiczność zgotowała nam dużą owację. W prologu znowu było zawarte zaskoczenie: na czarnej scenie w punktowym świetle stał srebrny wieszak. Pierwsza postać - facet ubrany w stylu lat 20., po wejściu na scenę zaczął się rozbierać. Zdjął ubranie, a potem odkleił wąsy i okazało się, że jest kobietą. W epilogu natomiast miała być Alegoria Trzynastki, ale odważyliśmy się na nią dopiero w Warszawie, na transmitowanym w TVP2 pokazie w Pałacu Kultury. Ze sceny zeszła ostatnia modelka, zgasły światła, a jak się zapaliły ponownie, to publiczność zobaczyła scenę Ostatniej Wieczerzy według Leonarda da Vinci, w scenografii i kostiumach transseksualnych.
R.Ch.: Jezus Chrystus w staniku. Technicznie to wyglądało tak: po zakończeniu pokazu zgasły światła i w ciągu 15 sekund rozłożyliśmy 7-metrowy stół z nóg, żyłki i folii, zniknęliśmy ze sceny, a modele ustawili się jak na fresku. Dla dodania dramatyzmu scena została najpierw oświetlona stroboskopem, przy ostrej muzyce. Dopiero potem zapaliło się światło.

Czy nie sądzicie, że wasze propozycje są zbyt awangardowe? Publiczność nie traktuje ich całkiem serio.
R.Ch.: Ludzie nas rzeczywiście nie rozumieją. Nieraz podchodzą do nas osoby, które po dwóch latach po pokazie, gdy kolekcja znalazła już przełożenie na modę pret a porter, mówią: „Już wiem, o co wam wtedy chodziło".

W prasie mało się pisze na wasz temat. Czy macie wrażenie, że jesteście niedocenieni przez branżę lub media?
D.J.:
Czujemy się docenieni wtedy, gdy np. prezes firmy Noyon mówi po naszym spektaklu, że Polacy mogą zrobić pokaz na poziomie paryskim.
R.Ch.: Nie ma nas na Pudelku, ale byliśmy we wszystkich stacjach telewizyjnych, oprócz telewizji Trwam. Jesteśmy tam, gdzie chcemy.

Dzielicie się pracą, czy pracujecie wspólnie nad wszystkim?
D.J.: Pracujemy wspólnie od samego pomysłu i tematu kolekcji, aż po techniczne aspekty, np. budowanie scenografii. To jest cały proces twórczy.

Sami budujecie scenografię?!
R.Ch.: Jesteśmy naprawdę nietypowi w tej branży.

Często się kłócicie przy pracy?
R.Ch.: To zawsze jest burza mózgów!
D.J.: Raczej jesteśmy zgodni.

Rola zaskoczenia, materiały wyjęte z innego kontekstu, absurd - to wszystko przypomina działania surrealistów. Czy właśnie to są wasze inspiracje?
D.J.: Inspiracje czerpiemy z Wenus.
R.Ch.: Tak, głównie z Wenus. Mnie inspiruje też muzyka, bo mało kto wie, że jestem DJem.

Często wykorzystujecie nowe materiały: części samochodowe, gumę, metal, szkło, żyletki...
R.Ch.: Była też kolekcja z wody: „Era Wodnika. Wodogrzmoty".
D.J.: A w kolekcji transseksualnej był stanik z lodów pistacjowych.

Jak się robi kostium z wody?
R.Ch.: Część kolekcji była wykonana z kostek lodu.
D.J.: Nie zrealizowaliśmy wtedy kilku pomysłów, na które organizatorzy nie chcieli się zgodzić.
R.Ch.: Widocznie się bali, że jak z kostiumu wypłynie woda, to na drugi dzień coś wyrośnie na wybiegu, więc pomysł z Tryskającą Panną Młodą nie wyszedł. Zrobiliśmy jej tylko woal zakończony pięcioma litrami wody, z którego powstała fontanna. Artysta chce coś przekazać, a rzuca mu się kłody pod nogi.

Jean-Paul Gaultier zrobił kiedyś kolekcję z chleba i bagietek. Czemu waszym zdaniem służą ubrania z efemerycznych materiałów? Jakie mają dla was znaczenie?

D.J.: Materiały i środki wyrazu są zawsze adekwatne do tematu.
R.Ch.: Od samego początku interesowało nas zastosowanie niekonwencjonalnych materiałów na wybiegu. Ze wszystkiego można zrobić kostium.
D.J.: Na jednej z imprez techno pokazaliśmy kolekcję „www.cd&vinyl fashion", z płyt winylowych i CD. Rok później mnóstwo klubowiczów przyjechało ubranych w płyty!
R.Ch.: Podobnie było po kolekcji „Brumm-brumm. Metalowa jazda po srebrnych mózgach", wykonanej z części samochodowych. Na paradzie zobaczyłem chłopaka z kołpakiem na plecach.

To marzenie każdego projektanta, żeby ludzie ubierali się w to, co im się proponuje. Spodziewaliście się, że ktoś założy kołpak?
R.Ch.: Cała zabawa polega na tym, żeby się bawić modą. Uświadamiamy ludziom, że nie należy brać jej całkowicie serio. Oprócz jedno- albo dwurzędowego garnituru można nosić też kołpak, płytę, piankę do golenia. To jest kwestia świadomości. W modzie można wszystko.

Śledzicie tendencje w modzie pret a porter?
Razem:
No pewnie!

Zaprojektowalibyście normalny garnitur?
R.Ch.: (po chwili wahania) Tak... ale niekoniecznie.
D.J.: Owszem, to byłby garnitur, ale nie całkiem pret a porter.
R.Ch.: Przecież projektujemy też normalne ubrania.
D.J.: Czasami, w wyjątkowych sytuacjach.

Rozmawiała: Natalia Wrzesień

Moda. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomośćModa. Transmode. Jezus Chrystus w staniku - tendencje na inną świadomość

3 sierpnia 2009, godz. 13:00

Twoja opinia na ten temat!

Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników.
Moda.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Moda.com.pl zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii.


Copyright 1998-2012 by moda.com.pl