Ślub | Futra | Skóry | Buty | Uroda |
WEDDING | FURS | LEATHER | SHOES | BEAUTY |
Moda.com.pl - Portal Polskiej Mody | Bielizna | Dżins | Textil | Sklep | Akademia
| UNDERWEAR | JEANS | MEMBERS | KSIĄŻKI | KURSY
textil.com.pl Trendy | Pokazy | Nowe technologie | Ludzie branży | Targi | Rynek | Artykuły - Publikacje

Maria Kaczyńska

Im mniej, tym więcej

Pierwsza Dama RP, Maria Kaczyńska, o modzie w polityce, protokole dyplomatycznym, elegancji, polskiej modzie, a także o modowych wpadkach.

Pani wygląd wzbudza podziw nie tylko projektantów i stylistów. Wśród komentarzy internautów przeważają pozytywne opinie, np.: „W prostocie tkwi elegancja - te słowa prof. Zbigniewa Pękosławskiego przyszły mi na myśl, kiedy zobaczyłem na pokazie Marię Kaczyńską. Miała na sobie prostą, skromną, niezwykle kobiecą sukienkę z przepiękną etniczną broszką."
To bardzo miła opinia. Cieszę się, że są takie głosy, nie tylko wśród specjalistów od wizerunku, ale i nawet wśród internautów, którzy często są bardzo krytyczni. Jak chyba każda kobieta lubię dobrze wyglądać i oczywiście mam swój gust. Cenię styl prosty, klasyczny, bez zbytniej ekstrawagancji. Kupuję rzeczy, które pasują do siebie i pozwalają na różne kombinacje. Przywiązuję wagę do dodatków, szczególnie do pantofli i torebek, także do biżuterii. Ta sama sukienka czy garsonka z odpowiednio zmienionymi dodatkami wygląda zupełnie inaczej.

Moda. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcej
Zajmuje Pani stanowisko, na którym strój pełni przede wszystkim funkcję reprezentacyjną.
Zdaję sobie z tego sprawę i dlatego staram się ubierać stosownie do rangi spotkania, uroczystości, pory dnia, pory roku. I nie jest to tylko kwestia protokołu, ale również własnego wyczucia. Zależy mi na tym, by dobrze wyglądać, bo „jak cię widzą, tak cię piszą"... Przecież reprezentuję nie tylko urząd Prezydenta, ale i Polskę.

Co określa protokół dyplomatyczny? Na przykład w opracowaniu Edwarda Pietkiewicza znajdują się bardzo ogólne informacje.
Protokół dyplomatyczny określa, jak zachować się i ubrać w różnych sytuacjach, które mają miejsce podczas wizyt krajowych i zagranicznych. Są to pomocne wskazówki i pozwalają uniknąć gaf.

Kilka lat temu głośno było o żonie polityka, która na spotkanie z cesarzem Akihito ubrała różową sukienkę z odkrytymi ramionami i napisami „sexy, romance, love, pink". Co Pani sądzi o takich obsuwach?
No właśnie. I tu wydaje mi się, że w tym przypadku wystarczyłaby przyjacielska konsultacja z kimś z otoczenia albo pytanie do protokołu dyplomatycznego, zwłaszcza, że czasem warto wiedzieć, czy dodatkowo obowiązują kapelusz i rękawiczki. Wszystkie wizyty, szczególnie te państwowe, są znacznie wcześniej przygotowywane, a wizyta pary cesarskiej z Japonii do takich należała. Tak a propos, czy widziała Pani kiedykolwiek królową angielską lub cesarzową w sukni bez rękawów, nie mówiąc już o napisach, podczas oficjalnego spotkania?

Sądzę, że ogólne zasady należy znać.
Oczywiście, osoby na eksponowanych stanowiskach powinny zawsze pamiętać, że reprezentują nie tylko siebie, ale przede wszystkim urząd lub instytucję i powinny być ubrane stosownie do miejsca i okazji. I wstyd mi czasami, że nie zawsze zasady te są przestrzegane.

Teraz jest moda na nieformalny styl wśród polityków.
Tak, widać to w telewizji, w weekendowych programach z politykami, gdzie rozpięty kołnierzyk koszuli podkreśla brak krawatu. Ma to być sygnał pewnego luzu w rozmowie. Czasami jednak styl nieformalny, na przykład koszula z krótkim rękawem, zdecydowanie nie pasuje. W sytuacjach oficjalnych, w urzędzie, garnitur, koszula i krawat powinny być standardem. Jeżeli panowie umawiają się prywatnie - to mogą być ubrani casualowo.

Czy protokół uwzględnia przemiany mody? Pozwala wyrazić swój styl?
Nie jest aż tak sztywny, żeby nie uwzględniał zmian w modzie i w ramach pewnych reguł na pewno pozwala na zachowanie własnego stylu. Protokół określa charakter stroju i jego długość, to ostatnie w przypadku pań. Natomiast staranność w ubiorze, elegancja, umiejętne dobranie kolorów i biżuterii, to już nasze zadanie.

Piękna była suknia z cekinami, którą ubrała Pani w zeszłym roku na Galę z okazji Święta Niepodległości.
Ta sukienka została kupiona w Hexeline. Czerń jest zawsze dobrze widziana, ale szukałam wtedy innego koloru. W zeszłym sezonie królował fiolet. Zresztą bardzo lubię ten kolor. Suknia, która podobała mi się, była krótka, z krótkim rękawem. Suknia, w której wystąpiłam powstała z dwóch takich samych w pracowni pani Haliny Zawadzkiej Hexeline. Pytano mnie potem, czy to Dior. Z dumą odpowiadałam, że jest to suknia polskiej firmy.

Czy ma Pani swoje ulubione marki lub projektantów?
Nie przywiązuję wagi do tego, czy dana rzecz jest markowa. Mam parę markowych rzeczy - Armaniego, Escadę, Diora, Chanel, ale najbardziej odpowiadają mi ubrania polskich firm. Szczególnie Hexeline, Teresy Kopias, BC, czyli Beata Cupriak, od której mam sporo kostiumów i sukienek. Ważny jest krój, tkanina, poczucie komfortu i to, czy ubranie do mnie pasuje. Zwracam zawsze uwagę na gatunek materiału. Cieszę się, gdy mogę pochwalić się za granicą, że mamy w Polsce dobre, modne rzeczy. Zresztą od dawna. Może pani pamięta, kiedyś była taka firma: Hoffland?

Oczywiście. Miała Pani coś z Hofflandu?
Granatowy prochowiec, z ogromnymi kieszeniami i stójką. Mam go do dziś, bo darzę go sentymentem. W tamtym czasie tak naprawdę tylko w Hofflandzie można było kupić modne i dostępne cenowo ubrania. Stało się po nie w ogromnych kolejkach. W latach 70. nie było sklepów z zagranicznymi ubraniami, oprócz Peweksu. Kupowało się je „na ciuchach" albo w komisach. Chodziło przede wszystkim o szałowy wygląd, o odróżnianie się od wszechobecnej szarzyzny. Poza tym dziewczyny potrafiły szyć. Było takie pismo z wykrojami, „Burda". Żadnych kursów krawieckich nie robiłam, ale ktoś mi pokazał, jak powstają wykroje i szyłam czasami sama. Nawet mojej mamie uszyłam garsonkę.

To bardzo skomplikowana forma i konstrukcja!
Jeżeli pani ma dobry szablon, to nie jest to trudne. Trzeba narysować, wykroić, potem dopasować rękawy, tył, zaszewki. Może nie było to zbyt starannie wykończone, ale pamiętam moją garsonkę, która sama uszyłam, z kołnierzem a la Jacqueline Kennedy w drobne kwiatki - podobała się nawet w Londynie.

Pani studia przypadają na koniec lat 60...
Wtedy panowała moda mini. No, ale co innego mini na studiach, a co innego - w urzędzie, w pracy. Nie jestem jej przeciwna, tylko uważam, że w pewnych okolicznościach nie wypada i nie wygląda to elegancko.

Na studiach na pewno nosiła Pani mini.
Nosiłam, ale nie za krótką (śmiech). Szorty też. Potem bardzo lubiłam modę etniczną, zawijane spódnice... A teraz jest misz-masz, wszystko jest modne. Moda lubi wracać, Chodzi o to, żeby dopasować ubranie do siebie, i czuć się w nim dobrze i wyglądać przy tym elegancko.

A czy w latach 80. nosiła Pani opornik?
Był taki czas, że nosiłam.

Jak Pani wspomina modę PRL?
Można było coś dostać „na ciuchach". Miałam przyjaciół we Francji, więc były też tzw. „zrzuty", i to markowe, dobre gatunkowo. Była i Moda Polska z pięknymi prochowcami, nosiłam Corę - pamiętam czekoladowy płaszczyk z czerwonymi stebnówkami i guzikami. Była Telimena, Pabia. Szkoda, że nie wszystkie przetrwały. Z pantoflami było już gorzej... Słynna była Syrena, Radoskór, jednak najlepsze pantofle były włoskie. Nigdy nie narzekałam, że nie mam się w co ubrać. Ale tak jak wtedy, tak i teraz stoję nieraz przed szafą i stwierdzam, że nie mam co na siebie włożyć (śmiech). Wszystkie panie znają ten problem. Inna rzecz, że często przyzwyczajamy się do ubrań, które stanowią naszą drugą skórę.

Czy pamięta Pani, w co była ubrana podczas najważniejszych wydarzeń w życiu: na maturze, egzaminie na studia albo kiedy dowiedziała się Pani, że mąż został prezydentem?
Przed egzaminami zawsze, gdy była jakaś pogłoska, np. że któryś z profesorów lubi kolor niebieski, to dziewczyny tak się ubierały. Nie chodziło się wtedy ubranym tak nonszalancko jak teraz. Miałam swój ulubiony strój egzaminacyjny. Do dziś pamiętam tę dżersejową, szwedzką garsoneczkę, w drobną pepitkę. Wkładałam do niej białą bluzkę z żabotem. Jeśli chodzi o zaprzysiężenie, to przyznaję, decyzja nie była łatwa. W końcu wybrałam prostą granatową garsonkę, bluzkę ecru z kwiatem z tego samego materiału przy dekolcie.

A pamięta Pani, w co była ubrana w dniu, kiedy poznała Pani swojego męża?
Nie pamiętam dokładnie. To była zima. Chyba miałam na sobie dżinsy, bluzkę, sweter.

Czy domownicy radzą się Pani w kwestii stroju?
Moja córka jest już dorosła, ma własny gust. Ubiera się klasycznie. Dużą uwagę zwraca na pantofle. Mąż najczęściej chodzi w garniturach i radzi się czasem, jaki dobrać krawat. Wiem, w czym mu dobrze. Często kupuję mu ubrania. Najlepsze ubrania kupuje się wtedy, kiedy idzie się po coś zupełnie innego (śmiech).

Czy to prawda, że Pan Prezydent nosi garnitury szyte na miarę?
Tak, ale zdarza się, że kupuję i „z wieszaka". Jest taki duży sklep przy placu Zbawiciela, mają tam garnitury Bytomia, Vistuli, swetry, kurtki... Moda jest teraz globalna. Wszędzie metka „Made in China".

Lubi Pani buszować po sklepach?
Bardzo lubię! Która kobieta nie lubi? Nadal robię zakupy, ale chodzę w miejsca, w których mnie znają i nie absorbuję innych swoją obecnością.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że córka jako nastolatka buntowała się i okazywała to strojem.
Tak, kiedy córka miała 13-14 lat, to preferowała modę „punky". Wcześniej ja wybierałam dla niej ubrania. I sądzę, że ubierałam Martę ładnie. Ale w pewnym momencie zaprotestowała i okazało się, że ja się już zupełnie na tym nie znam... Pamiętam upalny dzień, a córka jest w glanach, zapięta na agrafki. Mąż był wtedy prezesem NIKu. Kiedy szliśmy razem z jakąś wizytą, to prosiłam: „Marta, może troszeczkę odagrafkujemy się". Teraz mam wnuczkę, która odkąd skończyła 3 lata, sama decyduje, co włoży. Nie wiem, czy pani wie, w przedszkolu też obowiązuje moda: na przykład krótki rękawek, spod tego musi wychodzić długi, do tego getry... Kolorystycznie to trzeba dopasować... Ewa dopasowuje sobie sama.

Czy korzysta Pani z porad stylisty?
Wszyscy mnie o to pytają! Nie mam na co dzień stylisty. Owszem, gdy jest jakaś sesja zdjęciowa do kolorowego magazynu, przyjeżdża stylistka ze strojami dobranymi do scenariusza sesji. Zdarza się, że wybierane są moje własne rzeczy, ostatnio jasnozielona garsonka z szantungu czy płaszcz. Lubię gładkie tkaniny, nie unikam wyrazistych kolorów. Lubię też różne krateczki i łączki, ale one nie zawsze dobrze wyglądają w oku kamery. Poza tym bardzo lubię chodzić na luzie, weekendowo. W dżinsach, swetrze, kurtce, adidasach.

Rzadko można Panią zobaczyć w casualowym stroju.
Bo tak się ubieram tylko „z dala od zgiełku".

Ale jedno ze zdjęć kampanii prezydenckiej było właśnie prywatne, na luzie.
Miałam na nim moją ulubioną sukienkę na ramiączkach, w odcieniu oliwkowej zieleni. Było wtedy bardzo upalnie. Zaprzyjaźniony fotograf chciał, żebyśmy mieli w końcu ładne rodzinne zdjęcie. To zdjęcie tak się w sztabie wyborczym spodobało, że wylądowało na bilbordzie i odegrało chyba istotną rolę, bo pokazało obraz męża innego niż w mediach, czyli prawdziwy.

Czy możemy porozmawiać o modowych wpadkach?
Najczęściej polegają one na tym, że dwie panie pojawiają się w jednakowych strojach na tym samym przyjęciu. I mnie to nie ominęło.

Była też słynna lekcja stylu jedzenia ptysia... Cała Polska się z tego śmiała.
Różne bywają lekcje. Czasem potrzebne, a czasem można przedobrzyć, tłumacząc, że nóż trzyma się w prawej ręce, a widelec w lewej... Tak samo jest ze strojem. Lubię być ubrana dobrze, ale w miarę dyskretnie. Nie staram się konkurować z moimi gośćmi.

Sympatycznym i zaskakującym gestem z Pani strony, na który jednak wszyscy zwrócili uwagę, było ubranie kimona podczas pobytu w Japonii.
To była prośba strony japońskiej i oficjalny punkt programu wizyty. Wcześniej poproszono mnie o wymiary i kimono zostało uszyte na miarę. Ubieranie kimona to w Japonii wielka ceremonia, trwająca około godziny. Przekonałam się, że Japonki chodzą w ten charakterystyczny sposób, dlatego że pod spodem są skrępowane materiałem. Do tego są białe skarpetki z grubej bawełnianej tkaniny, z przerwą na palec i specjalne obuwie na koturnach, i to wymusza bardzo drobne kroczki. Inaczej nie da się w tym chodzić.

Co decyduje Pani zdaniem o tym, że odważny strój raz jest na miejscu, a innym razem nie wypada?
Ranga i charakter spotkania. Jeżeli spotkanie jest towarzyskie, to można czasem zaszaleć.

Czy pierwsze damy rozmawiają o modzie? Czy zdarzyło się, że któraś z nich „zaraziła" Panią zainteresowaniem dla jakiegoś projektanta, albo odwrotnie?
Na ogół nie rozmawiamy o modzie, aczkolwiek tak dyskretnie się oceniamy. Raz była taka sytuacja: kupiłam sobie świetną garsonkę Escady. Ale podobała mi się jeszcze jedna. Pojechałam potem na konferencję do Kijowa, gdzie pani Juszczenkowa przywitała mnie ubrana dokładnie w to, co chciałam sobie kupić. Cieszyłam się, że nie kupiłam. Innym razem kupiłam śliczny kostiumik i kilka dni potem zobaczyłam w telewizji jedną z posłanek, akurat z zupełnie innego obozu politycznego ubraną w identyczną (śmiech). Długo wisiała w szafie, zanim ją włożyłam, ale już zupełnie prywatnie. Największy problem stwarzają kilkakrotne wyjazdy do tego samego kraju, gdyż chciałabym uniknąć wystąpienia w tym samym stroju. Sprawdzam to na zdjęciach. W kwestii ubioru moją dewizą jest: „im mniej, tym więcej".

Rozmawiała: Natalia Wrzesień

Moda. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcejModa. Maria Kaczyńska. Im mniej, tym więcej

13 stycznia 2010, godz. 13:00

Twoja opinia na ten temat!

Wypowiedzi są prywatnymi opiniami użytkowników.
Moda.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Moda.com.pl zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii.


Copyright 1998-2012 by moda.com.pl